29 sierpnia 2012

Taktyka jazdy: radzenie sobie z agresją na drodze

Kończąca zeszłoroczny artykuł o taktyce jazdy zapowiedź „kontynuacji za kilka tygodni” okazała się przesadzona. Mea culpa. Jednak wszystko dobre, co się dobrze kończy, i dziś wracamy do zagadnienia taktyki jazdy tekstem o radzeniu sobie z agresją na drodze. Tym razem nie jest to materiał tak obszerny, jak już bywało na tych łamach, ale względnie zwięzła notka. Od teraz na „Superjeździe” będą dominować właśnie krótsze teksty, bo liczę, że takie łatwiej będzie mi pisać i często publikować. Między innymi, planuję omówić kolejne elementy taktyki jazdy. Kiedy? O nie – już niczego nie obiecam.

Agresja zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego. Utrudnia kierowcy trzeźwą ocenę sytuacji, zmniejsza pojemność jego uwagi, powoduje przyspieszone zmęczenie, a także prowadzi do konfliktów z innymi uczestnikami ruchu. Raz na jakiś czas końcowym rezultatem działania tych czynników jest kolizja lub wypadek.


Podczas prowadzenia auta zachowania agresywne przejawia większość z nas. Uświadamiając to sobie bądź nie, za pomocą agresji odreagowujemy stresy dnia codziennego. Niektórzy za kierownicą ograniczają się do mielenia w ustach przekleństw. Odważniejsi kierują epitety do innych użytkowników drogi. Istnieje również grupa kierowców, którzy prowadząc samochód nie ograniczają się do słownej agresji, ale terroryzują innych uczestników ruchu, próbując zmusić ich do wygodnych dla siebie zachowań. Na drodze zdarzają się też osoby psychopatyczne, które dla realizacji swoich celów zdolne są uciec się nawet do fizycznej przemocy.

Przykłady zachowań powszechnie (w Polsce i krajach zachodniej Europy) odbieranych jako agresywne to:

  • spychanie innych uczestników ruchu na pobocza poprzez wyprzedzanie „na trzeciego” 
  • dojeżdżanie do bagażnika poprzedzającego pojazdu, popędzanie światłami lub klaksonem w celu zmuszenia kierowcy jadącego z przodu do szybszej jazdy 
  • najeżdżanie przez kierowcę na linię dzielącą pasy ruchu w celu zmuszenia osób jadących obok do stworzenia luki potrzebnej do zmiany pasa 
  • ścinanie zakrętów i zmuszanie nadjeżdżających z przeciwka do salwowania się ucieczką na pobocze 
  • dojeżdżanie z umyślnie zawyżoną prędkością do skrzyżowań i hamowanie w ostatniej chwili w celu wymuszenia pierwszeństwa na kierowcach poruszających się główną drogą 
  • lekceważenie innych uczestników ruchu poprzez wciskanie się na początek korka, aby zaoszczędzić sobie czekania. 

Co robić w takich sytuacjach? Profesjonalny kierowca nie daje się wpędzić w tego rodzaju spory i z pragmatycznych pobudek ustępuje, unikając konfrontacji. Z jednej strony, powinniśmy znać swoje prawa i w sposób asertywny z nich korzystać. Z drugiej jednak strony, bezpieczeństwo zawsze jest ważniejsze od pierwszeństwa przejazdu, i jeśli widzimy, że ktoś bez skrupułów nas lekceważy, najpraktyczniej jest mu ustąpić. Wymaga to oczywiście dobrego trzymania nerwów na wodzy, ale warto sobie uzmysłowić, że konfrontacja z takim kierowcą po prostu nic nam nie da. Z kolei jeśli damy się wciągnąć w spór i stracimy panowanie nad sobą, zaciemni to nasz osąd i uniemożliwi poprawną jazdę. W skrajnym przypadku próba udowodnienia, że mamy rację, może też skończyć się kolizją.

Tak więc kiedy na drodze stykamy się z agresywnym kierowcą:

  • Nigdy nie zaogniajmy konfliktu umyślnym hamowaniem lub innymi działaniami. Nic to nie daje, poza drażnieniem napastującego nas człowieka, czym pogarszamy i tak trudną sytuację. 
  • Kiedy ktoś „jedzie nam na bagażniku”, a nie dysponujemy innym pasem ruchu, na który moglibyśmy zjechać, najlepiej neutralnie ustawić samochód na drodze; zjeżdżanie do prawej krawędzi jezdni agresywni kierowcy często odbierają jako uległość, co tylko intensyfikuje ich zachowania. Z kolei wysunięcie się na lewo oczywiście także doprowadzi do nasilenia konfliktu. 
  • Najlepiej dążyć do tego, aby napastliwy kierowca jak najszybciej znalazł się daleko od nas, czyli pozwolić mu się wyprzedzić lub w inny sposób zerwać z nim kontakt. Jedynie próba wysforowania się do przodu nie jest dobrym rozwiązaniem. Po pierwsze, prowokujemy w ten sposób konfliktowego kierowcę do jeszcze szybszej jazdy i rywalizowania z nami; po drugie, taką osobę lepiej mieć przed sobą, niż za sobą, bo wtedy łatwiej nam kontrolować jej zachowania. 
  • Podczas równoległego postoju na światłach z kierowcą, z którym weszliśmy w konflikt, najlepiej zatrzymać się nieco z tyłu, aby ten nie mógł nawiązać z nami kontaktu wzrokowego. Zwykle wystarcza to do schłodzenia jego emocji, bo osoba agresywna szuka ofiary albo rywala. Jeśli w nas nie znajdzie ani jednego, ani drugiego, skupi się na kimś innym. 
  • W skrajnym przypadku, jeśli czujemy się zagrożeni fizyczną napaścią, unikajmy zatrzymywania się. Tak planujmy jazdę, aby na światłach, w korkach lub na skrzyżowaniach utrzymać auto w ruchu (jak to osiągnąć, można przeczytać w artykułach o obserwacji i ecodrivingu). Dopóki nasz pojazd porusza się choćby z niewielką prędkością, stanowimy dla agresora znacznie trudniejszy cel. 

Niejednokrotnie kierowcy, którzy sami uważają się za wzór postępowania na drodze, nieświadomie przejawiają zachowania odbierane przez innych uczestników ruchu jako agresywne. Bywają to rzeczy na pozór niewinne:

  • nieużywanie kierunkowskazów lub niestaranne ich używanie 
  • przekraczanie prędkości i zaskakiwanie tym na przykład kierowców włączających się do ruchu, niespodziewających że ktoś będzie jechał tak szybko 
  • najeżdżanie na ciągłe linie 
  • gwałtowne manewry 
  • ustawianie się na drodze w sposób odbiegający od normy 
  • straszenie pieszych przechodzących przez ulicę podjeżdżaniem coraz bliżej nich lub gazowaniem silnika. 

Warto więc nie tylko strzec się kierowców zachowujących się agresywnie. Zwróćmy też baczniejszą uwagę na własne postępowanie, może ono bowiem negatywnie nastawić do nas innych uczestników ruchu i narazić na konflikty na drodze. Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe.

Ostatnia uwaga dotyczy fizjologicznej reakcji organizmu na skierowaną przeciw nam agresję. Jeśli podczas jazdy przytrafi się nam sytuacja, którą odbierzemy jako nerwową (konflikt z innym uczestnikiem ruchu, ale też na przykład stłuczka, której tylko o włos udało się uniknąć), nasz organizm zareaguje podaniem do krwiobiegu adrenaliny. Hormon ten powoduje pobudzenie i zwiększenie gwałtowności reakcji, trwające zwykle kilka minut. Dlatego po konfrontacji z innym kierowcą warto właśnie przez taki czas świadomie temperować swoje działania, szczególnie dbając o prawidłową prędkość i odstępy od innych uczestników ruchu.

A jakie są wasze doświadczenia związane z agresją drogową? Zapraszam do dyskusji.


--------
Foto: Kasia Bobak

--------
Linki
Stowarzyszenie Psychologów Transportu
DVD Chrisa Gilberta omawiające techniki radzenia sobie ze skrajną agresją na drodze; minirecenzje filmów instruktażowych Ch. Gilberta można znaleźć w dziale Linki i materiały


13 komentarzy:

  1. Stresor nie bierze odpowiedzialnosci za brak swiadomosci podczas prowadzenia pojazdu :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy artykuł, zawiera wiele cennych wskazówek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest pewna mądrość, którą dobrze jest stosować właśnie w opisanych wyżej przypadkach. Mówi ona:
    "Nigdy nie kłóć się z idiotą,bo najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu,a później pokona doświadczeniem."
    Ostatni odcinek Jedź bezpiecznie porusza również omawiany tu problem (pozwolę sobie wkleić link z adresem)
    http://www.youtube.com/watch?v=2o2jwlDWyDE&feature=g-all-u
    Prowadzący w ostatnim zdaniu mówi, że:
    9:26 "Motywem decydującym do takiego działania (mowa właśnie o agresji drogowej), jest BRAK SZACUNKU DLA INNEJ OSOBY".
    Padają tam jeszcze jedna bardzo ważne i mądre słowa:
    "Człowiek prowadzi samochód tak jak żyje". Nic dodać nic ująć.
    Ale przypominam sobie jeszcze inne ogromnie mądre i ważne słowa - chcesz zmieniać świat? - zacznij od siebie. Dlatego tak ważne jest abyśmy starali się panować nad naszymi emocjami dając tym samym pozytywny przykład innym.
    Pozdrawiam Autora i dziękuję za pracę na rzecz poprawy bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest pewna grupa osób, których zachowania agresywne dotyczą zdecydowanie rzadziej i która, no może poza faktem, że zdarza jej się wymuszać pierwszeństwo (ale to, o zgrozo, nie tylko na drodze)jest chyba mniej skłonna do "terroryzowania" innych uczestników ruchu drogowego, czy nawet do stosowania agresji słownej. Tą grupą są kierowcy kobiety. Tak chciałam nadmienić i dodać, że artykuł bardzo ciekawy, a krótsza forma mu sprzyja! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny artykuł. Czasem myślę, że kandydaci na kierowców powinni przechodzić testy psychologiczne, tak jak w przypadku pozwolenia na broń. W końcu siadając za kierownicą dysponujemy śmiercionośną bronią, a obecnie jedyną formą weryfikacji zrównoważenia psychicznego przyszłego kierowcy jest pytanie lekarza "choroby psychiczne?", na które to pytanie każdy psychopata odpowie "nie". Instruktor jazdy opowiadał o chłopaku, który w czasie kursu nagle zjechał na przeciwległy pas ruchu pod nadjeżdżającego tira, bo chciał "sprawdzić, co będzie".
    Z kolei sama znam kierowców, którzy nie zachowują się agresywnie, dopóki ktoś nie zachowa się agresywnie w stosunku do nich , ewentualnie wykaże się brakiem umiejętności. Wtedy wstępuje w nich duch nauczyciela i wychowawcy, objawiający się postawą "ja mu pokażę, jak się jeździ". Rodzi to skrajnie niebezpieczne sytuacje.
    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  6. Mr Bacix: myślę, że twierdzenie, że u podstaw agresji leży brak szacunku, jest trafne. Można by nawet powiedzieć szerzej: nasz brak szacunku do innych stanowi podstawę braku kultury jazdy polskich (i nie tylko) kierowców. Mówię o kulturze jazdy, bo przecież agresja jest skrajnym przejawem braku kultury.

    Jaga: z moich rozmów z psychologami transportu wynika, że źródłem agresji na drodze często bywają właśnie "drogowi nauczyciele". Są to osoby, które nie mają wyrzutów sumienia w związku ze swoim zachowaniem, bo odczuwają moralną wyższość wobec kierowców, którzy "nie umieją jeździć", i zachowując się agresywnie, mają wręcz poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Niestety za kierownicą nic nie możemy na to poradzić. Pozostaje tylko jak najszybciej pozwolić odjechać takiemu człowiekowi w siną dal, i - jak mówi stare angielskie porzekadło - pozwolić mu mieć swój wypadek gdzieś indziej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrząć na wszystko wokół, czasem zamykam oczy widząc, co się dzieje. To krótkie, acz treściwe zdanie powinno zobrazować to, co mnie otacza. Zgadza się, czasem sam zagryzam zęby i gotuję krew, ale... szlag mnie trafia, jak spotykam się z zacietrzewieniem i idiotyzmem polskich kierowców. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bardzo często spotykam się z agresją osób:
    - które wymusiły na mnie pierwszeństwo. Nie dość, że wykonały nieprawidłowy manewr, to jeszcze zaczynają się pieklić, pyskować i pienić.
    - kolejna grupa to agresja ze strony osób stojących w korku przed zwężeniem. Ja zawsze jadę kończącym się pasem do końca i tylko słyszę trąbienie i widzę ‘faki’ od osób, które nie chcą mnie wpuścić
    - inne sytuację to trąbienie, gdy wyprzedza się kogoś prawym pasem na np. autostradzie.
    - kolejne to trąbienie przez kierowców z tyłu, gdy: zatrzymuję się na zielonej strzałce, zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych, na których są ludzie, zatrzymuję się, gdy zapala się żółte lub czerwone światło!
    - i wiele innych...

    Mężczyźni najczęściej wyzywają i są skorzy do wyskoczenia z samochodu i wcielenia w życie rękoczynów, a kobiety wyzywają i są w stanie roztrzaskać swój samochód od środka.

    Ciekawe skąd w ludziach tyle agresji w stosunku do osób poruszających się przepisowo?
    Leczenie kompleksów? Syndrom niedopchnięcia? ;)
    maciek

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepisowo jeżdżący kierowcy są na naszych drogach nagminnie terroryzowani. Najczęściej jadąc 50 km/godz, agresywni podjeżdżają pod sam tył mojego samochodu, balansując to w lewo to w prawo, czym dporowadzają mnie do szewskiej pasji. Z chęcią coś bym powiedziała takiemu psycholowi, ale wiem że oni właśnie tak prowokują wyrzywając się na innych.te wszystkie wojny przecież skądś się biorą. 5 marca obchodzony był dzień uprzejmości za kierownicą, a ja spotkałam się z wyżej opisaną agresją ze strony nastoletnich chłopaków z Gliwic.Wyskoczyli z auta chcąc mnie "dorwać" , mimo że jestem kobietą. Ja też dałam się ponieść emocjom i gdy tak najeżdżali na tył mojego auta, ja lekko hamowałam. Przecież też mam prawo się bronić. Innym razem takim jednym z BMW popukałam w czoło, aci zaczeli mnie gonić,kiedy uderzyli mi w tył, zrobiło się gorąco. Źle by się to skończyło, gdyby nie jeden dobry człowiek który, widząc co się dzieje szybko otworzył bramę na swoją posesję,i kazał mi wjechać. Morał z tego taki: z terroryzmem na drogach nie da się wygrać,policja ma to gdzieś. Jako obywatele państwa prawa nie możemy czuć się bezpieczni, często sami policjanci zachowują się tak na drodze, że szkoda mówić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzisiaj miałem dość nieprzyjemną sytuację. Wyjeżdżałem właśnie z obszaru zabudowanego i widziałem, że mam kogoś na ogonie. Zdążyłem przyspieszyć do 60km/h, gdy zauważyłem, że zaczął mnie wyprzedzać. Nie zwiększałem więc prędkości i przysunąłem się lekko do do krawędzi, ale gość wyprzedzał mnie może z prędkością 5-10 km/h większą. Gdy zrównał się ze mną zaczął zjeżdżać na prawy pas, tuż przed maską mojego samochodu ostentacyjnie dając mi coś do zrozumienia. Pozwoliłem mu się oddalić jadąc ze swoją stałą przelotową prędkością 80km/h. Jeśli sytuacja się kiedyś powtórzy, to zaniosę nagranie na policję, bo mam zawsze włączoną kamerę. Jeśli ktoś sądzi, że uda mu się ze mną wygrać na drodze, to się głęboko myli. Nie dam się wciągnąć w czyjąś grę...

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam,
    W poniedziałek po raz pierwszy wybraliśmy się samochodem w Polskę.
    W trasę Warszawa - Wejherowo wyruszamy w dwie osoby, wypoczęci, sprawnym samochodem, uzbrojeni w wiedzę zdobytą tu, u Sobiesława Zasady i lektury kodeksu. Brakuje nam tylko doświadczenia.
    Spodziewamy się najgorszego, rezygnujemy zatem gdzie się da z 7 na rzecz autostrady, najbardziej obawiając się 10 z Płońska do Torunia.
    Początek niezły, nawierzchnia na 7 bardzo zła, po raz pierwszy widzimy jak się jeździ. Szybko i niebezpiecznie. Lewy pas zajęty - w końcu szybki ponoć - nasza taktyka mówi jednak zero wyprzedzania.
    Wyprzedzają po trzech równocześnie zachowując może 1,5 metra od siebie.
    Droga dwujezdniowa w dwu kierunkach, wciąż jest bezpiecznie. Problem zacznie się, gdy okaże się, że z zachowaniem tym będziemy musieli liczyć się przez 150 km drogi jednojezdniowej. Całą drogę widzimy jadące naszym pasem wprost na nas samochody. Niemal nikt nie sygnalizuje manewru. Szkoda, moglibyśmy odetchnąć wiedząć, że kierowca wcale nie idzie na czołowe, że szuka sobie już miejsca na swoim pasie.
    Teren zabudowany, ciągle przejścia dla pierszych, zwalniam do 50, wiedząc jaką będę miał drogę hamowania oraz z szacunku dla mieszkańców tych miejscowości i ich dzieci. Gdy puszczam rowerzystę tir za mną trąbi, gdy następnym razem zwolnię do 50 i w końcu opuszczę teren zabudowany, wyprzedzą mnie dwa autokary, zrobią to na klaksonie, po wykonaniu manewru zaczną nagle przede mną hamować. W końcu śmiałem jechać przepisowo. Staramy się nie denerwować, choć mój kierowca cały chodzi. Taktyka na dziś, teren zabudowany i ogólnie całą drogę zgodnie z przepisami.
    Z ulgą wjeżdżamy na autostradę, znów nic nam nie zagraża. Czyżby? Siadam za kółkiem - stosujemy zasadę z bloga, odpoczynek co 2 godziny, zamiana za kółkiem, o ile pozwolą na to moje umiejętności. Prawo jazdy mam od Listopada zeszłego roku.
    Autostrada autostradą, staram się trzymać 80 km/h choć wiem że i przy tej prędkości ze swoimi umiejętnościami nie zapanuję nad samochodem, gdyby coś się miało dziać. Nagle za mną tir. Droga pusta, pogoda doskonała, są warunki by po prostu zmienić pas, wyprzedzić i o mnie zapomnieć. Tir podjeżdża pod zderzak, z tej pozycji wyprzedza, mija mnie na klaksonie, wraca na prawy pas przede mną i awaryjnie hamuje. Jak śmiałem jechać 80 km/h?!
    Nawykiem z 10 zmniejszyłem prędkość w czasie wyprzedzania, by ułatwić kierowcy manewr i zachować odpowiednią odległość od wyrzpedzającego po wykonaniu przez niego maneweru. Udało się, mimo że tir hamował do 30 km/h.
    Zjeżdżamy z autostrady, wjeżdżamy na lokalną drogę z Wejherowa. Tu nie jest lepiej. Pagórki, las, ostre zakręty, a za każdym rozpędzony samochód na drogowych, schodzący na łuku na mój pas.
    W końcu dojeżdżamy do celu podróży. Za nami 450 km, przed nami morze.
    Wracać będziemy przez Łódź, by uniknąć zagrożenia ze strony innych użytkowników drogi na 10.
    Na miejscu z kierowców przeistaczamy się w rowerzystów, by doświadczyć zwyczajowego już dla nas traktowania. Wyprzedzania pod górę po podwójnej ciągłej, niezachowywania bezpiecznej odległości, nadmiernej prędkośći, a wszystko to na warszawskich numerach.
    Ja straciłem wiarę. Nie jestem bezpieczny jako pieszy na chodniku, jako rowerzysta i kierowca. Jak z tym żyć? Jak bezpiecznie spędzić wakacje i z nich wrócić? Co zrobić, byśmy nie tylko my czytali tego bloga, by przeczytał go kierowca tira, kierowca autobusu i inni, z którymi dzieliliśmy drogę jadąc nad morze?


    Świetny blog. Dziękuję i pozdrawiam,
    Marek

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się tek artykuł skierowany zwłaszcza do młodych kierowców bo starsi to już wiedzą
    Dodałbym jeszcze rozmowa przez komórkę podczas jazdy no to już przesada przecież jest zestaw słuchawkowy czy głośnomówiący (niektóre nowe auta mają montowany fabrycznie) i sporo jest tych grzechów...Taki przykład dam: Mam wypasioną furę BMW Czy Merc ten matiz czy inny francuski szajs może mi tylko zazdrościć, drugim problem to to że lewy pas służy do wyprzedzania a nie do blokowania pasa ruchu i jedzie taki starszy pan w kapeluszu i jak go wyprzedzić?On jedzie np 40km/h a ja 60km/h trąbienie nic nie da powinni ograniczyć wiek kierujących pojazdami najgorsza jest jazda zderzak w zderzak zbyt blisko siebie i co wtedy...puf puf ale straty od razu korek i kto winny...Nagminnie zdarza się że autobus/trolejbus wyjeżdżający z zatoczki ma problem z włączeniem się do ruchu bo inni mają go gdzieś i mało który ustąpi mu pierwszeństwo nie raz widziałem jadąc do pracy że tak się dzieję, a Ci uwielbiają wozić powietrze (strata czasu, paliwa) niestety częściowo powodują korki wiadomo ale mam cieplutko muzyczkę włączę papieroska zapalę i nikt mi nie przeszkadza (nie jeżdżę sam najczęściej z kimś) i rowerzyści na jezdni to także problem pomimo że są ścieżki teraz jesienią jest ich mniej a latem to dosłownie rój...Artykuł super na 6+

    OdpowiedzUsuń
  13. "lekceważenie innych uczestników ruchu poprzez wciskanie się na początek korka, aby zaoszczędzić sobie czekania."

    Z tym punktem niestety nie mogę się zgodzić. Zawsze stawałem grzecznie na końcu kolejki i czekałem na swoją kolej, ale po kilku latach zauważyłem, że wiele kierowców zamiast ruszyć jednocześnie z samochodem z przodu, liczy do trzech i dopiero wtedy rusza. Ci co wyprzedzają cały korek i wciskają się w powstałe w te sposób luki tak na prawdę robią przysługę wszystkim: sobie i tym co stoją w korku, bo wtedy kolejka jest krótsza. W tym przypadku to ci co stoją zamiast jechać lekceważą i nie szanują innych, którzy stoją za nimi. Dlatego od kilku miesięcy się wciskam.

    OdpowiedzUsuń

Proszę podpisywać komentarze imieniem lub nickiem - inaczej trudno prowadzić rozmowę :)