6 czerwca 2011

Kultura jazdy

Jak pogodzić przestrzeganie kodeksu drogowego, poprawną technikę jazdy i wyzwania dnia codziennego z uprzejmością? Co na drodze należy uznać za kulturalne i partnerskie, a co – za aspołeczne? Jak kierowca powinien traktować niechronionych uczestników ruchu? W dzisiejszym artykule zastanowimy się nad zasadami samochodowego savoir-vivre’u. 
.
Polskie społeczeństwo wciąż nie wykształciło jednoznacznych norm współżycia na drodze, czyli tak zwanej kultury jazdy. Niektórzy użytkownicy czterech kółek zachowują się na drodze właściwie, inni wymyślają własne reguły i próbują je siłą egzekwować, a jeszcze innych kurtuazja za kierownicą w ogóle nie interesuje. Skutkuje to nieporozumieniami i konfliktami. Poniżej moja propozycja reguł samochodowej etykiety. Nie wszystkie zagadnienia, które tu poruszam, są oczywiste, więc zachęcam Czytelniczki i Czytelników do dyskusji.
.
Elementarz uprzejmości na drodze 

Zacznijmy od trzech zasad, których kierowca uważający się za kulturalnego bez wątpienia musi przestrzegać:
  • kierujący, siedząc za kierownicą samochodu, musi umieć powstrzymać się od obrażania innych uczestników ruchu 
  • agresja wobec innych osób obecnych na drodze wyklucza nas z grona kulturalnych kierowców 
  • na drodze nie wolno z premedytacją utrudniać komukolwiek ruchu, poza rzadkimi sytuacjami, kiedy wymaga tego bezpieczeństwo. 
Mając te podstawy za sobą, skupmy się na zagadnieniach mniej oczywistych. .
.
Kiedy być, a kiedy nie być uprzejmym
Decydując, czy w określonej sytuacji na drodze wyświadczyć komuś grzeczność, powinniśmy stosować znaną już z tych łamów hierarchię wartości. Zgodnie z nią, na drodze najważniejsze jest bezpieczeństwo, a w drugiej kolejności – przepisy. Przestrzeganie zasad etykiety można umieścić dopiero na trzeciej pozycji, na równi z płynnością jazdy i ekologią.

Uznanie, że bezpieczeństwo jest na drodze ważniejsze, niż savoir-vivre, oznacza między innymi, że należy unikać wyświadczania grzeczności, które mogłyby zaskoczyć postronne osoby. Chodzi tu na przykład o niepoprawnie wykonywane zwalnianie mające na celu wpuszczenie kogoś przed siebie. Źle wykonany manewr tego rodzaju może skutkować serią gwałtownych hamowań za naszymi plecami. Jeśli uważamy, że wypada zwolnić, aby komuś było łatwiej włączyć się do ruchu, prędkość należy zredukować wcześnie, czytelnie i płynnie. Dzięki temu zarówno adresat naszej uprzejmości, jak i kierowcy jadący za nami będą mieli wystarczająco dużo czasu na reakcję.

Warto podkreślić, że grzeczność na drodze ma swoje granice i powinna być zarezerwowana dla określonych sytuacji. Ruch jest wystarczająco uregulowany przez kodeks drogowy, więc wzajemna kurtuazja staje się pożądana dopiero, gdy przepisy i znaki przestają wystarczać. Na przykład wyjazd z drogi podporządkowanej na ruchliwą ulicę może okazać się niewykonalny bez pomocy innych kierowców. W takiej sytuacji zawsze starajmy się pomóc temu, kto tego potrzebuje.

Co innego, gdy tego rodzaju wsparcie nie jest konieczne, a uprzejmość wobec jednej osoby oznaczałaby stratę dla kogoś innego. Od takich manewrów należy się powstrzymać.

Jedź przepisowo
Łamanie przepisów jest słusznie odbierane przez innych uczestników ruchu jako przejaw lekceważenia. Jeśli to tylko możliwe, precyzyjnie stosujmy się więc do kodeksu drogowego. W szczególności, nie najeżdżajmy na ciągłe linie i obszary wyłączone z ruchu, nie wymuszajmy pierwszeństwa i zachowajmy bezpieczne odstępy; nie skręcajmy także z pasa do jazdy na wprost, aby oszczędzić sobie czekania w korku.

Etykieta kierowcy wobec pieszych i rowerzystów
Wokół tematu pierwszeństwa na przejściach dla pieszych i przejazdach dla rowerzystów narosło wiele kontrowersji. Przypomnijmy najważniejsze przepisy, które regulują współżycie kierowców z niechronionymi uczestnikami ruchu, uwzględniając regulacje wprowadzone przez tzw. nowelę rowerową z 21 maja 2011 r.:

Prawo o ruchu drogowym:
Art. 13. 2. Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 m. Jeżeli jednak skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100 m od wyznaczonego przejścia, przechodzenie jest dozwolone również na tym skrzyżowaniu.

Art. 13. 8. Jeżeli przejście dla pieszych wyznaczone jest na drodze dwujezdniowej, przejście na każdej jezdni uważa się za przejście odrębne. Przepis ten stosuje się odpowiednio do przejścia dla pieszych w miejscu, w którym ruch pojazdów jest rozdzielony wysepką lub za pomocą innych urządzeń na jezdni.

Art. 13. 5. Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych.

Art. 14. Zabrania się (…) przechodzenia przez jezdnię w miejscu, w którym urządzenie zabezpieczające lub przeszkoda oddzielają drogę dla pieszych albo chodnik od jezdni, bez względu na to, po której stronie jezdni one się znajdują.

Art. 24.2. Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować […] bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania roweru, odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m.

Art. 26.1 Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany (…) ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu.

Art. 26. 3. Kierującemu pojazdem zabrania się wyprzedzania pojazdu na przejściu dla pieszych i bezpośrednio przed nim (…), omijania pojazdu, który jechał w tym samym kierunku, lecz zatrzymał się w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszemu.

Art. 27. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany (…) ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.

Art. 27. 4. Kierującemu pojazdem zabrania się wyprzedzania pojazdu na przejeździe dla rowerzystów i bezpośrednio przed nim (…).

Art. 49. 1. Zabrania się zatrzymania pojazdu: (…) na przejściu dla pieszych, na przejeździe dla rowerzystów [Art. 2 pkt 29: zatrzymanie pojazdu – unieruchomienie pojazdu nie wynikające z warunków lub przepisów ruchu drogowego (…) oraz (…) wynikające z tych warunków (…)]

.
Rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów drogowych:
§47 pkt. 4. Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem „przejście dla pieszych” [lub] „przejazd dla rowerzystów” (…) jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych lub rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących lub wjeżdżających.

§ 95. pkt. 2. Sygnał zielony nie zezwala na wjazd za sygnalizator, jeżeli (…) ruch pojazdu utrudniłby opuszczenie jezdni pieszym lub rowerzystom. 

.
Przepisy wprowadzone przez „nowelizację rowerową” 21 maja 2011 r.: 
Art. 27.1a. Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany […] ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić.

Uchyla się art. 33 ust 4, który zakazywał rowerzyście wjazdu bezpośrednio pod jadący pojazd i zwalniania lub zatrzymywania się na przejeździe bez wyraźnej przyczyny.

.
Interpretacja przepisów 
Zacytowane regulacje oznaczają, że:

  • Pieszy lub rowerzysta, którego kierowca zastanie na przejściu lub przejeździe, ma bezwzględne pierwszeństwo. Kierujący musi wówczas pozwolić mu przejść lub przejechać w niezakłócony sposób. Zmuszenie w takiej sytuacji pieszego lub rowerzysty do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku oznacza kompromitację kierowcy. 
  • Pieszym, poza kilkoma sytuacjami wprost wymienionymi w przepisach, wolno przechodzić przez jezdnię poza przejściem, jeśli w pobliżu brak „zebry”. Tyle tylko, że muszą wówczas ustąpić pierwszeństwa pojazdom. Jednak nigdy nie egzekwujmy swoich praw wobec pieszych i rowerzystów siłą. Nawet jeśli robią rzeczy, których im robić nie wolno, czy naprawdę dokuczyli nam tak bardzo, aby posyłać ich do grobu lub zrobić z nich kaleki? Wielu kierowców w takich momentach ogarnia wściekłość, postanawiają dać niesfornemu pieszemu czy rowerzyście nauczkę i zapominają o potencjalnie tragicznych konsekwencjach. 
  • Nowelizacja, która weszła w życie 21 maja 2011 r. wprowadza jednoznaczne pierwszeństwo rowerzystów jadących na wprost w przypadku, gdy kierowca jadącego tą samą drogą samochodu chce skręcić. Jest to sytuacja analogiczna do ustępowania pierwszeństwa innemu pojazdowi przy zmianie pasa ruchu – zanim przetniemy pas ruchu, po którym porusza się rowerzysta, musimy ustąpić temu ostatniemu pierwszeństwa. 
  • Gdy pieszy wchodzi na przejście, mamy obowiązek zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić go na niebezpieczeństwo. W praktyce oznacza to, że pieszy, jeśli nie zwalnia w widoczny sposób zbliżając się do jezdni, zyskuje przed nami pierwszeństwo już wykonując ostatnie 2-3 kroki przed krawężnikiem. Dlatego zbliżając się do przejścia, w okolicy którego znajdują się piesi, musimy zawsze zredukować prędkość na tyle, aby w razie potrzeby móc zatrzymać się przed „zebrą”. 
  • W przypadku rowerzystów zbliżających się do przejazdu rowerowego, sytuacja wymaga od zmotoryzowanych jeszcze większej uwagi. Użytkownicy dwóch kółek poruszają się bowiem szybciej, niż przechodnie, i sformułowanie „wjeżdżający na przejazd” wymusza na kierowcy objęcie uwagą aż kilku-kilkunastu metrów po każdej stronie przejazdu rowerowego. Jeśli widzimy tam rowerzystę, który nie zwalnia w oczywisty sposób, mamy obowiązek pozwolić mu przejechać w niezakłóconym rytmie. Wszelkie wątpliwości co do takiej interpretacji zniknęły 21 maja 2011 r. Tego dnia rowerzysta zyskał absolutne pierwszeństwo przed samochodem, również wtedy, gdy dopiero zbliża się do przejazdu. Innymi słowy, znak „Przejazd dla rowerów” należy obecnie traktować tak samo, jak znak ustąpienia pierwszeństwa. W razie zbliżania się rowerzysty, nie wolno nam spowodować jego zatrzymania się, zwolnienia lub zmiany kierunku jazdy. 
  • Kategorycznie zabrania się wyprzedzania na przejściach dla pieszych, przejazdach dla rowerzystów i przed nimi. Wbrew powszechnemu poglądowi, nie chodzi tu tylko o klasyczny manewr wyprzedzania, obejmujący zjazd na pas dla przeciwnego kierunku ruchu. Równie niebezpieczny, i równie kategorycznie zabroniony jest manewr wyprzedzania w okolicach przejść dla pieszych na drogach o dwóch i więcej pasach dla danego kierunku. Na takiej drodze jazda szybsza niż równolegle jadący pojazd zawsze będzie wyprzedzaniem, nawet jeśli nasz sąsiad hamuje, a my poruszamy się z jednostajną prędkością. Przykłady takiego zabronionego wyprzedzania można znaleźć na zdjęciach w artykule o jeździe miejskiej. Wystrzegajmy się takich manewrów jak ognia – wyprzedzanie na przejściu dla pieszych to jedna z najbardziej niebezpiecznych rzeczy, jakie można zrobić za kierownicą. 
  • Analogicznie nie wolno omijać pojazdu, który zatrzymał się, aby ustąpić miejsca pieszemu lub rowerzyście. 
.
Na co dodatkowo zwrócić uwagę w związku z pieszymi i rowerzystami
  • Czy nam się to podoba, czy nie, w miejscach charakteryzujących się intensywnym ruchem pieszych, ci ostatni często zawłaszczają dla siebie całą drogę, schodząc z chodników i wymuszając pierwszeństwo na przejeżdżających pojazdach. Dzieje się tak zwykle w okolicach ruchliwych ciągów handlowych, kościołów w dni świąteczne i w centrach miast. Nic na to nie poradzimy – pozostaje nam uszanować to niepisane prawo w imię bezpieczeństwa. Zredukujmy prędkość i bądźmy gotowi do rezygnacji ze swego pierwszeństwa. 
  • Zwróć szczególną uwagę na osoby mogące wyjść zza stojącego na przystanku autobusu. Warto popatrzeć w takich sytuacjach pod podwozie pojazdu, czasem można tam bowiem zauważyć nogi wychodzących zza niego ludzi. 
  • Dla niektórych właścicieli czterech kółek ominięcie dziury w jezdni bywa ważniejsze, niż zachowanie prawidłowego dystansu od pieszego. Widząc wyrwę w asfalcie jadą tak, jak gdyby w miejscu przechodnia było powietrze. Nie zachowujmy się w ten sposób – bezpieczeństwo i komfort pieszego czy rowerzysty jest ważniejsze, niż stan naszego zawieszenia. Zachowajmy bezpieczny odstęp. 
  • ...czyli taką odległość, gdy niechroniony uczestnik ruchu nie będzie zagrożony nawet, gdyby przewrócił się w poprzek jezdni. Do tego należy dodać jeszcze margines na prędkość, z jaką się poruszamy. Im wyższe tempo jazdy, tym odstęp konieczny dla zachowania bezpieczeństwa staje się większy, aż do zjechania do lewej krawędzi jezdni włącznie. Jeśli miejsca jest za mało, by się wystarczająco odsunąć, konieczna jest redukcja prędkości. 
  • Motocykliści i rowerzyści, ze względu na niestabilność pojazdów, na których się poruszają, są szczególnie wrażliwi na wiatr, nierówności jezdni, dziury i kałuże. Zostaw im dużo miejsca, na wypadek gdyby musieli ominąć uszkodzony fragment nawierzchni lub stracili równowagę. 
  • Mijając zaparkowane pojazdy, zawsze bierz pod uwagę ewentualność, że spomiędzy nich wybiegnie dziecko, lub że w którymś z aut pasażer nagle otworzy drzwi. Oznacza to konieczność zachowania odstępu proporcjonalnego do tempa jazdy, zmniejszenia prędkości lub obu tych czynności naraz. 
  • Czekając, aż piesi lub rowerzyści przejdą lub przejadą przez jednię, nigdy nie strasz ich wprowadzaniem silnika na wysokie obroty i podjeżdżaniem do przodu. 
  • Nigdy nie przyspieszaj, jadąc w stronę pieszego lub rowerzysty, niezależnie od tego, czy przechodzi on przez jezdnię w sposób przepisowy, czy nie. Abstrahując od oceny takiego postępowania z perspektywy przepisów i savoir-vivre’u, co zrobisz, jeśli znajdująca się na przejściu lub przejeździe osoba poślizgnie się albo przewróci? 
  • Widząc przechodzącego przez jezdnię pieszego, zawsze zostaw margines na to, że niespodziewanie zatrzyma się on, potknie lub poślizgnie. Jest to prawdopodobne zwłaszcza gdy jest to dziecko, osoba starsza lub ktoś pod wpływem alkoholu. Śliska jezdnia dodatkowo sprzyja tego rodzaju zdarzeniom.
.
Już w takiej odległości przed „zebrą" należy rozpocząć obserwację zarówno przejścia, jak i jego okolic, oraz przygotować się do ewentualnego zatrzymania..
.
Sygnalizuj tak, aby ułatwić innym jazdę
Kierunkowskazy wymyślono po to, aby uczestnikom ruchu było łatwiej współistnieć ze sobą na drodze. Dzięki odpowiednio wczesnemu sygnałowi wszyscy dookoła powinni być w stanie bezpiecznie dostosować swoje działania do planowanego przez nas manewru. Niestety w Polsce migacze są zwykle używane tylko jako niedbałe potwierdzenie, że wykonaliśmy już manewr. Czyni je to bezużytecznymi dla innych uczestników ruchu.

Jak więc sygnalizować? Z wyprzedzeniem i odpowiednio długo. Przy niedużych prędkościach powinny to być przynajmniej dwa mignięcia, zanim zaczniemy hamowanie lub poruszymy kierownicą. Jednak w skrajnych przypadkach, np. gdy planujemy skręt w lewo na kilkupasmowej, ruchliwej drodze, tych mignięć potrzeba nawet kilkanaście.

Przede wszystkim jednak nigdy nie sygnalizuj sobie a muzom, ale zawsze dla kogoś.

Gdy ktoś prosi, zawsze umożliw mu zmianę pasa
To wydaje się oczywiste, ale niestety na polskich drogach takie nie jest. Jakże często widzimy kierowców bezskutecznie migających kierunkowskazem w nadziei, że ktoś umożliwi im zmianę pasa. Migacz w takiej sytuacji to odpowiednik słowa „proszę”, którego kulturalnemu użytkownikowi czterech kółek nie wypada zignorować. Oczywiście pod warunkiem, że nie ryzykujemy w ten sposób swojego lub czyjegoś bezpieczeństwa i nie łamiemy przepisów.

Zamek błyskawiczny (jazda na suwak)
W miejscach, w których liczba pasów ruchu zmniejsza się, kierowcy stosujący się do zasad drogowej etykiety powinni stosować tak zwaną metodę zamka błyskawicznego. Prawidłowa jazda „na suwak” powinna wyglądać następująco:

  • Strumienie ruchów z pasa, który się kończy i z pasa sąsiedniego powinny łączyć się w stosunku jeden do jeden: na przemian jeden pojazd z pasa, który zanika i jeden z pasa mającego kontynuację.
  • Miejsce „zazębiania się” strumieni ruchu powinno być jedno, i powinno się ono znajdować pod koniec zanikającego pasa (tym bliżej końca, im niższa jest prędkość strumieni ruchu). Takie postępowanie pozwala na maksymalne wykorzystanie miejsca na zatłoczonej jezdni i skrócenie korka. 
  • Wpuszczający powinni zostawiać wpuszczanym odpowiednio duże odstępy, a wpuszczani powinni w nie wjeżdżać pojedynczo. Dzięki temu łączenie się strumieni ruchu będzie odbywać się płynnie i bez konfliktów. 
.
Dobre maniery na skrzyżowaniach z zieloną strzałką.
Wspólnie z koleżankami i kolegami z forum programu „Jedź bezpiecznie” stworzyliśmy kilka reguł zachowania na skrzyżowaniach z dwoma lub większą liczbą pasów do jazdy na wprost, gdzie z prawego pasa można też skręcić w prawo na zielonej strzałce. Oto te zasady:
  • Dojeżdżając do czerwonego światła na takich skrzyżowaniach, staram się zostawiać prawy pas wolny, jeśli nie utrudni to mojego dalszego poruszania się. 
  • Ogólnie rzecz biorąc, zwalniam prawy pas, jeśli kolejka na sąsiednim pasie jest nie dłuższa, niż 3-4 samochody. Jeśli jest dłuższa, i mógłbym nie zdążyć przejechać przez skrzyżowanie w najbliższym cyklu świateł, zostaję na prawym pasie. W tym wypadku racjonalność musi zwyciężyć z uprzejmością wobec tych, którzy chcieliby skorzystać z zielonej strzałki. 
  • Podobnie postępuję, gdy lewy pas służy do jazdy na wprost i do lewoskrętu: zawsze rozważam wówczas pozostanie na prawym pasie, abym nie został zablokowany za kimś czekającym na możliwość skrętu w lewo. Znów racjonalność bierze górę nad grzecznością. 
  • Jeśli na prawym pasie ktoś już stoi, nie sygnalizując zamiaru skrętu, ustawiam się po prostu tam, gdzie jest to dla mnie korzystniejsze z punktu widzenia dalszych manewrów. 
  • Jeśli sam mam zamiar skręcić na takim skrzyżowaniu w prawo lub w lewo, to sygnalizuję to z takim wyprzedzeniem, aby wszyscy jadący za mną mogli spokojnie ustawić się na właściwych pasach. 

Dynamicznie ruszaj spod świateł
Wielu zmotoryzowanych dopiero w momencie zapalenia się zielonego światła zaczyna szukać gałki zmiany biegów. Skutkuje to nawet kilkusekundowym opóźnieniem w ruszeniu, a po uwzględnieniu masowości tego zjawiska – nieporównanie dłuższymi korkami, niż mielibyśmy, gdyby wszyscy zachowywali się poprawnie.

Kulturalny kierowca, nawet gdy jemu samemu się nie spieszy, szanuje czas innych użytkowników drogi. Obserwuje cykl sygnalizacji świetlnej i w momencie zapalenia się żółtego światła ma już włączony pierwszy bieg, a gdy zapala się zielone, sprawnie rusza. Jeśli stoi w kolejce za kimś, rusza równo z nim. Dzięki takiemu postępowaniu, w danym cyklu świateł przez skrzyżowanie zdąży przejechać więcej pojazdów.

Bezpieczny odstęp od poprzedzającego pojazdu
O metodach wyznaczania prawidłowego odstępu pisałem m.in. tutaj. Utrzymywanie zbyt małego dystansu od poprzedzającego pojazdu zwykle jest odbierane jako przejaw agresji. Utrzymujmy więc taką odległość od bagażnika samochodu jadącego przed nami, abyśmy byli odbierani przez jadącego przed nami kierowcę jako partner, a nie ktoś, kto stosuje na drodze prawo pięści.

Odpowiednia ilość miejsca przed maską jest też niezbędna, aby można było nas bezpiecznie i łatwo wyprzedzić.

Inne zasady kultury jazdy

  • Twoje manewry nigdy nie powinny odbywać się kosztem wygody lub samopoczucia innych, nie mówiąc o ich bezpieczeństwie. 
  • Podczas deszczu prowadź w taki sposób, aby nie ochlapywać przechodniów wodą z kałuż. 
  • Na szutrowej drodze staraj się też nie pryskać kamieniami spod kół. Jeśli mijasz pieszego lub rowerzystę, trzeba zredukować prędkość. 
  • Nie oślepiaj przednimi światłami przeciwmgielnymi w deszczu. Tylnych świateł przeciwmgłowych używaj zgodnie z przepisami, a więc tylko, gdy widoczność spada poniżej 50 m. 
  • Podczas nocnego postoju w korku lub na światłach nie nadużywaj świateł stop i kierunkowskazów. Jeśli przed i za tobą stoją pojazdy, zarówno działające migacze, jak i świecące się światła stop niczemu nie służą, natomiast oślepiają znajdujących się wokół ciebie kierowców. Podczas postojów mających trwać dłużej, niż 10 sekund wyłącz więc kierunkowskaz i używaj hamulca ręcznego zamiast roboczego. 
  • Nie hałasuj niepotrzebnie i nie używaj silnika na postoju bez potrzeby. Warkot i spaliny są uciążliwe dla mieszkających w okolicy ludzi.
  • Ułatwianie wyprzedzania powinno mieć swoje granice. Powszechne w Polsce zjeżdżanie na utwardzone pobocze w celu przepuszczenia szybszego pojazdu jest niezgodne z przepisami i potencjalnie niebezpieczne ze względu na mogących poruszać się skrajem drogi pieszych i rowerzystów. 

Odpowiednie nastawienie mentalne

Czytelnikom „Superjazdy” nie trzeba o tym przypominać, ale zasiadając za kółkiem warto przypomnieć sobie, że na drodze nie mamy do czynienia z przedmiotami – samochodami, motorami, rowerami – ale konkretnymi ludźmi. Każdy z nich ma, podobnie jak my, imię i nazwisko, dom, rodzinę i pracę, do której się spieszy. To naprawdę zmienia perspektywę i pozwala dostrzec w innych uczestnikach ruchu partnerów. Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe!


---
Linki do powiązanych tematycznie materiałów
Technika jazdy samochodem w mieście – część pierwsza
Technika jazdy samochodem w mieście – część druga
Dobry kierowca, czyli kto? Cz.1 - drogowa mitologia
Przepisy znane i nieznane – jazda po placach i parkingach
Zasady jazdy autostradowej
Jak unikać awantur na drodze – psychologia transportu

---
Tematyka artykułu: Artykuł mówi o kulturze jazdy, inaczej drogowej etykiecie lub drogowym savoir-vivre. Omawia zagadnienie poruszania się w gęstym ruchu miejskim, a także w ruchu pozamiejskim i partnerstwa na drodze. Powiązane tematy to jazda defensywna, oślepianie, bezpieczny odstęp, hierarchia wartości w ruchu drogowym, szybkość bezpieczna, dostosowanie prędkości do warunków jazdy, obserwacja drogi, jazda w deszczu. Dyskutowana jest też tzw. nowelizacja rowerowa do kodeksu drogowego oraz inne przepisy regulujące zachowanie kierowcy wobec niechronionych uczestników ruchu.

16 komentarzy:

  1. Temat - rzeka.

    W materii jazdy na suwak, to bez wprowadzenia tej techniki jako obowiązkowej na kursie na prawo jazdy i jakiejś ogromnej kampanii w mediach nie ma szans na nauczenie całości społeczeństwa tego nawyku. Z drugiej strony, jeżdżąc po Warszawie coraz częściej widzę kierowców, którzy bez kombinowania dojeżdżają do końca pasa włączenia i tam spokojnie włączają się do ruchu. Sam też tak robię i praktycznie nie zdarza się, żebym po "poproszeniu" musiał czekać na zlitowanie. Niestety, już w takiej Zielonej Górze dojechanie do końca pasa włączenia zazwyczaj traktowane jest jako cwaniactwo i zamach na godność kierowcy. :)

    Na drogach jednopasmowych pieszych kołyszących się na krawężniku wpuszczam niemalże z automatu. :] Na wielopasmowych trochę się boję, bo zdarzyło mi się podczas przepuszczania pieszych parokrotnie być wyprzedzonym przez głąbów bez wyobraźni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kołysanie się na krawężniku w mojej opinii należy interpretować na korzyść pieszego, czyli uznać, że wchodzi on w takiej sytuacji na przejście. Czyli - wpuścić. Piesi nie powinni się tak zachowywać, ale zza kierownicy niewiele na to poradzimy.

    Moim zdaniem kluczem do rozwiązywania takich dwuznacznych sytuacji jest wczesne zauważenie przejścia i wczesna ocena sytuacji na nim i wokół niego. Osobiście jeśli z daleka widzę, że pieszy zbliża się do zebry, to staram się zachowywać tak, żeby albo przejechać przez przejście zdecydowanie zanim pieszy dojdzie do krawężnika, albo zawczasu wyraźnie zwolnić tak, aby pieszy mógł spokojnie podjąć decyzję - wchodzę czy nie wchodzę. Jeśli wejdzie, ja wciąż jestem wystarczająco daleko i mogę spokojnie się zatrzymać. Jeśli zdecyduje się pozwolić mi przejechać, to kiedy dojadę do przejścia, sytuacja również będzie już jasna.

    Najgorsze jest zostawienie takiej decyzji na ostatnią chwilę - właśnie wtedy dochodzi do ryzykownych sytuacji z pieszym wchodzącym tuż przed maskę i problemów "wpuścić czy nie", a w konsekwencji - wypadków.

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.forum.prawojazdy.com.pl/viewtopic.php?p=263423#p263423
    Zapraszam. Może jednak dasz się namówić na to, żeby coś jeszcze tam napisać? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, ja bardzo lubię dyskutować, ale na tym forum prawie wszystkie większe dyskusje kończyły się wyzwiskami i tym, że wszyscy pozostawali przy swoim zdaniu. Bez obrazy, ale wolę zagraniczne fora, gdzie rozmówcy jednak bardziej się szanują, nawet jeśli nie zgadzają się ze sobą...

    OdpowiedzUsuń
  5. 1. No właśnie bardzo byłem ciekaw gdzie znajdę nową interpretację pierwszeństwa na przejeździe rowerowym! Sam jestem zapalonym rowerzystą i co prawda bardzo rzadko korzystam ze ścieżek z racji specyfiki pojazdu nadającego się raczej na szosę niż wertepy kostki brukowej to mogę jednak się obawiać że brak takiej wyraźnej interpretacji w kodeksie może być przyczyną niestety wielu kolizji. Wojtek możesz rozwinąć na podstawie czego rowerzysta zbliżający się do przejazdu ma pierwszeństwo?
    2. Chciałem też dorzucić coś od siebie na temat ułatwiania wyprzedzania na drogach z szerokim poboczem. Jeszcze kilka lat temu uważałem je całkiem dobry wynalazek jednak obecnie wydaje mi się że niestety dla wielu jest to zbyt kuszące żeby nie wyprzedzać na trzeciego na tych właśnie drogach. Z powodów już wymienionych w tym artykule staram się nie zjeżdżać poza linię oddzielającą pobocze. Natomiast na drogach bez pobocza staram się dać znak osobie szybciej jadącej za mną że może już wyprzedzać bo np. widzimy że droga jest wolna. Można to pokazać przez lekkie ustawienie się na prawej stronie naszego pasa i/lub ew. mrugnięcie prawym kierunkowskazem (ale niezbyt nachalnie) Jest to trochę też ułatwienie dla mnie ponieważ wtedy można samemu mieć choćby mały wpływ na moment wyprzedzania tak aby stało się to przy możliwie najlepszej widoczności i z dużym zapasem miejsca. Kierowca za nami jest zadowolony bo poczynił "postępy" a my mamy z głowy niebezpieczną skądinąd sytuację wyprzedzania
    pozdrawiam
    szkuba

    OdpowiedzUsuń
  6. AD1.
    Interpretacja bierze się z Rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych i nowych przepisów:

    "§47 pkt. 4 Rozporządzenia: Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem [...] „przejazd dla rowerzystów” […] jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo [...] rowerzystów [..] na nie [...] wjeżdżających. ".

    Pytanie, co znaczy, że rowerzysta "wjeżdża" na przejazd? W mojej opinii najbardziej racjonalna definicja tego terminu jest taka, że "wjeżdżanie" to bycie w takiej odległości, że przy danej prędkości, po podjęciu decyzji o wjeździe, rowerzysta nie jest już w stanie bezpiecznie zatrzymać się przed przejściem. Zależnie od jego prędkości, może to być 0,5 metra, ale też 5-10 metrów, na których pokonanie rowerzysta potrzebuje około 2-4 sekund. Czyli z grubsza od momentu, kiedy rowerzysta jest 5-10 metrów od przejazdu, zaczyna się pierwszeństwo rowerzysty.

    Do niedawna trwały spory, czy taka interpretacja jest poprawna. Argumentem, który ostatecznie, moim zdaniem, przesądza na korzyść takiego rozumienia przepisów jest uchylenie w nowelizacji z 21 maja artykułu 33 ust. 4 Prawa o ruchu drogowym. Zakazywał on rowerzyście wjazdu bezpośrednio pod jadący pojazd.

    Czyli od teraz rowerzyście WOLNO wjechać bezpośrednio pod jadący pojazd. To z kolei oznacza, że kierujący zawsze musi ustąpić pierwszeństwa rowerzyście – innego wyjścia nie ma. A wymóg ustąpienia oznacza z kolei, że kierujący musi w swojej jeździe zawsze uwzględniać fakt, że jeśli widzi przejazd dla rowerzystów, to bardzo możliwe, że będzie się musiał przed nim całkowicie zatrzymać i nie od niego zależy, czy będzie mógł jechać, czy nie. Czyli – musi się zachowywać dokładnie tak, jak przed znakiem ustąpienia pierwszeństwa.

    Innymi słowy, po uchyleniu art. 33 to zachowanie rowerzysty dyktuje, co wolno zrobić kierowcy. Oczywiście nie zachęcam żadnego rowerzysty, aby próbował siłą egzekwować swoje prawa. Niemniej moim zdaniem prawo obecnie nakazuje właśnie takie zachowania, jak opisałem powyżej.

    To nie tylko moja interpretacja – identycznie do nowych przepisów podchodzi Marek Dworak, szef krakowskiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego - patrz ostatnie odcinki programu "Jedź bezpiecznie".

    OdpowiedzUsuń
  7. Ad.2.Całkowicie się zgadzam ze wszystkim, co napisałeś.

    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Paragraf mówiący o pierwszeństwie rowerzysty na przejeździe jest martwy, przynajmniej w naszej okolicy. Niemal wszyscy kierujący "czterema kółkami" pędzą przez przejazdy dla rowerów bez cienia zastanowienia. Część, jak sądzę, nawet nie wie, że takie przejazdy się pojawiły i że są jakieś przepisy, które o tym mówią. W efekcie trzeba być osobą pozbawioną instynktu samozachowawczego, żeby swobodnie wjechać rowerem na takie skrzyżowanie.
    Drugi ważny temat poruszony w artykule, to odległość od wyprzedzanego rowerzysty. Spora część "doświadczonych kierowców", uważa, że jeśli uda się tak wymanewrować samochodem, by zmieścić się między pojazdami jadącymi z naprzeciwka a rowerem, to ich świętym obowiązkiem jest wykonanie tego manewru. Przepisy mówią, o ile pamiętam, o odległości co najmniej metra od rowerzysty, ale ja też uważam, że lepiej zachować większy odstęp, szczególnie wyprzedzając osobę, która porusza się rowerem niezbyt pewnie. Zdarzyło mi się np. że pani, słysząc za sobą nadjeżdżający samochód, wystraszyła się, gwałtownie zahamowała i... zeskoczyła z roweru na środek pasa.
    Inna sprawa, którą chciałabym poruszyć przy okazji, to zachowania rowerzystów na drodze.
    Oczywiście są rowerzyści, którzy jeżdżą przepisowo.
    Są też tacy, na ogół bardzo młodzi ludzie, którzy z premedytacją łamią przepisy, pędząc na przemian po ulicach, chodnikach i przejściach dla pieszych, tam gdzie akurat jest zielone światło. Wygląda to tak, jakby brali udział w konkursie "kto potrafi dłużej jeździć bez zatrzymania".
    Są tacy, którzy nie mają pojęcia o podstawowych przepisach ruchu drogowego, stwarzając duże zagrożenie dla siebie samych przede wszystkim.
    I na koniec są jeszcze samobójcy, turlający się rowerem bez oświetlenia, ciemnymi uliczkami, w ciemnym stroju.
    Niby są co jakiś czas kampanie społeczne, ale to wszystko za mało. TVP powinna codziennie przed głównym wydaniem "wiadomości" pokazywać króciutki film pt "Co widzi kierowca samochodu w nocy na drodze, gdy z przeciwka nadjeżdża inny samochód". Na pewno nie widzi "cichociemnego" rowerzysty, który jadąc sobie z "drugiej zmiany" myśli, że zaraz siądzie do kolacji i że za nim jedzie ktoś samochodem, ale przecież skoro on widzi samochód, to kierowca w samochodzie widzi jego...
    Zbliża się jesień... Uważajmy na siebie nawzajem.
    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  9. @ Jaga, najważniejsze aby z przedstawionych przez Ciebie sytuacji wyciągnąć odpowiednie wnioski.. We wszystkich tych przypadkach nasuwa się jeden poważny : wbrew temu że człowiek na rowerze nie zajmuje dużo miejsca to lepiej mu tego miejsca jak najwięcej zostawić. Gdzieś w internecie widziałem ciekawy artykuł który traktował o różnicy między pierwszeństwem a odpowiedzialnością polecam : http://www.instytutobywatelski.pl/6819/blogi/w-trasie/za-zycie-nasze-i-wasze z tego wynika że im większy/cięższy pojazd tym większa odpowiedzialność. Sam jeździłem bardzo dużo rowerem w tym także w okresie kiedy zacząłem się interesować jazdą defensywną i w swoim interesie (i swojego zdrowia i życia) jeżdżę w sposób asertywny. Czyli 1 metr od krawężnika, takiego rowerzysty nie da się wyprzedzić na gazetę - trzeba się udać na sąsiedni pas a ja mam miejsce na sytuację awaryjną. Sam nie popieram zachować nieprzewidywalnych niestety tego nie da się tak łatwo zmienić jedynie spokojna edukacja może dać efekty. Przeżyłem kiedyś jadąc rowerem gwałtowne przebicie opony i po prostu się położyłem na jezdnię - rower bez kontroli takie sytuacje też lepiej mieć na uwadze, może być chociażby ślisko a wtedy łatwo o wywrotkę. Dla mnie jako osoby która się nie boi jechać trzypasmową drogą z ograniczeniem 70km/h rowerem było tak bezpieczniej i prościej niż kluczyć chodnikiem i nagle kończącymi się ścieżkami rowerowymi gdzie jak wiemy świadomość pierwszeństwa jest dyskusyjna po obu stronach. Z drugiej strony są osoby które się bardzo boją jeździć ulicami i nie wiedzą jak się zachować aby zwiększyć swoje szanse dojechania w jednym kawałku do domu a tego niestety z kabiny auta często nie widać. Wspominasz o okresie jesiennym i słabej widoczności innych uczestników ruchu, wierz mi że nawet najbardziej prawidłowo oświetlonego rowerzysty nie widać w świetle aut z naprzeciwka. Najlepiej mieć tego świadomość i jak w jednym artykule sugeruje Wojtek "nie wyprzedzać własnych świateł" i wręcz nawet obserwować oświetlone auta kątem oka - natomiast świadomym wzrokiem wypatrywać wszystkich ukrytych za światłami sytuacji. Nawet krótkie przerwanie strumienia świateł samochodu przed nami powinno nam zasugerować że coś je przesłoniło i powinniśmy się do tego dostosować.

    Pozdrawiam
    szkuba

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeżdżę czasem wieczorem drogą przez las. Droga nieoświetlona, poza terenem zabudowanym, miękkie pobocze, dość ruchliwa, a jako bonus - właśnie rowerzyści bez świateł, czasem piesi w ciemnych strojach i sporo zwierzyny leśnej. Jeśli choć przez chwilę można jechać "na długich", jest okazja, żeby obejrzeć kawałek drogi i pobocza przed sobą. Ale na ogół w grę wchodzą tylko światła mijania, widać niewiele, a przy wymijaniu - nic, więc zwalniam do ok. 50 km/h. Przy większej prędkości, biorąc pod uwagę mój krótki staż za kierownicą i przeciętny refleks, boję się, że wpadnę na jakiegoś zwierza albo, co gorsza, człowieka. No i wszyscy mnie wymijają, klnąc pewnie na babę za kierownicą (to mi akurat nie przeszkadza, ale jak wiemy zdenerwowanie kierowców tez odbija się na bezpieczeństwie). Zresztą jeśli prowadzi mój mąż, też jedziemy (w tych samych warunkach) ok 90 km/h.
    Pytanie - czy ja przesadzam (i w ten sposób również stwarzam zagrożenie) czy to zdecydowana większość jeździ zbyt brawurowo. Tylko czasem się trafi przede mną kierowca, który jedzie dość wolno, wtedy jadę za nim (w ok pięciosekundowej odległości) i czuję się dużo bezpieczniej, bo i drogę mi oświetla i stanowi rodzaj zwiadu :).
    Mój mąż (wieloletni kierowca) uważa, że wydziwiam, bo "zawsze coś może wyskoczyć na drogę". Co myślą o tym inni doświadczeni kierowcy?
    Pozdrawiam i życzę udanej i spokojnej niedzieli
    Jaga

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedź na Twoje pytanie: zdecydowana większość jeździ zbyt brawurowo.

    Natomiast jeśli chodzi o to, czy "zawsze może coś wskoczyć". Być może szybsza jazda w takich warunkach wiąże się z większą wprawą w prowadzeniu auta, ale takie stwierdzenie bywa też dla kierowców sposobem na zracjonalizowanie sobie tego, że jeżdżą za szybko. "Co za różnica, czy jadę szybko, czy wolno - przecież i tak zawsze coś może wskoczyć na drogę", czyli innymi słowy "bezpieczeństwo i tak nie zależy od zachowania kierowcy". Ale jest inaczej - zależy, i to głównie od kierowcy. Tylko trudno się z tym pogodzić, bo to nakłada na nas odpowiedzialność i obowiązki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurcze, choć jestem jednym z bardziej uprzejmych znanych mi kierowców, to korzystając z "elementarza", wychodzi że cham ze mnie drogowy. ;)
    No ale niestety jak ktoś zasłuży na drodze to go obrażam, tyle że staram się to robić w taki sposób żeby niekoniecznie to do takiej osoby dotarło, ale głupie manewry komentuję prawie zawsze... swoją drogą to bardzo rozładowuje napięcie za kierownicą, więc kumulowanie w sobie złości, byle tylko nikogo nie urazić ma też raczej swoje minusy. Mam też pewne wątpliwości co do "nieurażania" swoimi manewrami samopoczucia innych uczestników drogi, które jak sam zauważyłeś w innym artykule potrafi polegać np. na byciu urażonym faktem że się kogoś wyprzedziło. Więc jednak jakieś granice tej "obrazy" trzeba chyba brać pod uwagę, bo nie będę się wlókł za kimś tylko z tego powodu że chcąc utrzymać swoje tempo jazdy urażę jego ambicję. ;)

    Jarek

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć Jarek. Oczywiście nie chodzi o to, aby zbawiać cały świat, czy bać się, że poprawne manewry "kogoś mogą zdenerwować". Natomiast komentowanie na głos poczynań innych kierowców i emocjonalne angażowanie się w ocenę ich zachowań na drodze zwyczajnie odwraca Twoją uwagę i czyli upośledza Twoją zdolność do oceny sytuacji na drodze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobry wpis, uprzejmość na drodze to moim zdaniem drugi nigdzie oficjalnie nie zapisany kodeks drogowy, widać to doskonale w momencie kiedy na dużym skrzyżowaniu w godzinach szczytu zepsuje się sygnalizacja, wówczas tylko uprzejmość pozwala na przejazd. Aż nasuwa mi się na myśl skrzyżowanie targowej z aleją solidarności w Warszawie, które została niedawno otwarte po długim czasie, tam w godzinach szczytu jest mały meksyk, cykl świateł jest kompletnie nie adekwatny do rozmieszczenia przejść dla pieszych, przystanków autobusowych/tramwajowych itp.. Już nie mówiąc o bezkolizyjnym skręcie w prawo z targowej od strony ratuszowej w aleje solidarności, który bezkolizyjny jest tylko z nazwy, bo wyjeżdża się bezpośrednio w przejście dla pieszych, gdzie w godzinach szczytu można ich liczyć dosłownie setkami i każdy korzysta z każdego momentu, żeby pobiec do autobusu lub tramwaju, oraz w dodatku następna sygnalizacja jest sto metrów dalej, więc pomimo, że mamy bezkolizyjny, to wjeżdżamy jedynie w zator, bo jak jedziemy prosto aleją, to trafiamy z jednych świateł wprost pod drugie, a to, że piesi przebiegają nagminnie tam na czerwonym świetle stawia całej sytuacji wisienkę na torcie. Podsumowując, jak ktoś jest z Warszawy, albo będzie w Warszawie, to polecam to skrzyżowanie w godzinach szczytu, bo to jest prawdziwa wojna i test dla naszej uprzejmości.

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  15. .. dziś stałam się ofiarą potraktowania mnie, w ósmym miesiącu ciąży i mojego kilkuletniego dziecka na drodze osiedlowej, czyli strefy zamieszkania, przez faceta za kierownicą raczej niebyle jakiego samochodu. przechodziłam spokojnie i jak na moje warunki bez pośpiechu na drugą stronę, facetowi (użyłabym chętnie innego epitetu) bardzo się spieszyło i zaczął na nas trąbić.. szczyt nad szczyty.. gdyby nie mój stan i dziecko obok, mimo, że głupek wydawał się rosły, nie omieszkałabym walnąć go w twarz.. stać mnie było tylko na wyprost środkowego palca. A jako świadek takiego incydentu, zamiast się gapić jak ta ferajna w okól nas, pospieszyła bym z pomocą słowną wobec takiego idioty, względem baby w ciąży..dzięki ci społeczeństwo poznańskie..szok.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajny artykuł. Niestety mam wrażenie, że kultura jazdy u polskich kierowców dość mocno kuleje i przydałoby się szerszemu gronu przedstawić ten artykuł.

    OdpowiedzUsuń

Proszę podpisywać komentarze imieniem lub nickiem - inaczej trudno prowadzić rozmowę :)